Strona domowa Elizy, Michała i Blanki
Michał artykuły
Strona główna > Artykuły > 
Toshiba Satellite P100

W roku 2006 kupiłem swój pierwszy laptop, ale .. zacznę może od początku.

Zawsze chciałem mieć swojego laptopa. Nie było mnie na takowego stać i często kończyło się obfitym ślinieniem do wystaw sklepowych lub reklamowych folderów z najnowszym sprzętem tego typu. Na dodatek nie miałem małych wymagań, bo chciałem móc na takim sprzęcie zagrać w gierki. Nie pasjanse, ale już na przykład Gothic 3 lub GTA:Vice City.

Stało się, zdobyłem odpowiednią sumę i mogłem dokonać zakupu. Jaki komputer wybrać? Latem 2006 roku był taki typ. Toshiba Satellite P100. 17", Core Duo 2, 1 GB RAM i najważniejsze, czyli grafika DEDYKOWANA!!! GeForce Go 7600 z 256MB RAM !!! Wówczas super sprzęt.

Był to prawie najsilniejszy zestawik na rynku w 2006 roku. Pierwszy raz zobaczyłem go w salonie firmy na literę V. Oczywiście wszystko pięknie ładnie, tylko że 7999zł to trochę zaporowa cena.

Miałem typ, teraz tylko trzeba znaleźć nieco taniej. Internet to fajny wynalazek, bo okazało się że niedaleko, też w Łodzi był taki zapyziały sklepik (pewnie startował na już zatłoczonym rynku) i miał dokładnie taki model w ofercie za całego tysiaka mniej!

Kupiłem. Ważne dla mnie było również to, że komputer miał jeszcze oryginalnego Windowsa XP Media Center. Na rynku pokazywała się powoli fala Windowsów Vista, a ja nie chciałem pakować się w ten system. Królikiem doświasczalnym być nie chciałem.

Komputerek Toshiba P100 działa do dzisiaj. Uniesie Gothica 3 i GTA (coś tam trzeba na detalach obciąć, ale jest ok). Przeszedłem na nim Gothica 3, NFS Hot Pursuit 2 (chyba z 50fps.)

Od czasu zakupu minęło trochę latek, dokładnie sześć lat. Miałem z nim wiele przygód. Woziło sie tego 3,5 kg klocka to tu, to tam. Nie kupowałem go z myślą częstego przemieszczania się, ale po to, żeby nie zajmował dużo miejsca i prądu. Braliśmy go jednak na podróże wakacyjne itp...

Miałem z nim raz wypadek, zalana klawatura drinkiem (cola+wódeczka) auuućć! to się lepiło.
Kupiłem używaną klawiature za około 70zł i sobie wymieniłem. Nie było z tym problemu.

Pewnego razu (to była zima 2012) laptop ... ugotował się. Źle postąpiłem zostawiając go na noc włączonego w mało przewiewnej przestrzeni i się przegrzał. Objaw był taki, że miałem obraz, ale nie mogłem ruszać kursorem i nie działała klawiatura. Po restarcie, uruchomiły się wentylatorki, ale już nic nie zobaczyłem. Czarny ekran i dysk nie pracował. Nie byłem w stanie ujrzeć ani usłyszeć nawet bootowania. Klops.

Posmutniałem. Oj bardzo. Byłem na siebie zły i do tego nie miałem kompletnie ochoty kupować nowego laptopa. Trochę dorosłem, granie odeszło na bok, a taki laptop zawsze do czegoś się przydał: Internet, filmy, praca itp ... dzisiaj bez komputera jak bez ręki. Warto w moim przypadku wspomnieć jeszcze o dużym sentymencie do mojego laptopa Toshiba Satellite P100.

Musiałem ochłonąć. Już po 10 minutach pierwszy pomysł jaki przyszedł mi do głowy, to rozkręcenie laptopa w nadziei na szybką diagnozę i ... zobaczy się.

Rozkręcenie takiego laptopa to nowe doświadczenie. Śrubka po śrubce, oraz wiele miejsc gdzie coś jeszcze jednak trzyma, ale nie wiem co i nie wiem jak to rozebrać bez destrukcji, ciągle mi towarzyszyły. Udało się. Rozkręciłem i ... okazało się, że muszę rozkręcić jeszcze kilka elementów, żeby całkowicie upewnić się czy przypadkiem nie ma gdzieś wyraźnych śladów przypaleń lub nadtopień. Najbardziej podejrzanym miejscem była dedykowana karta graficzna Geforce Go 7600. Faktycznie okazała się to być dedykowana karta graficzna na oddzielnym module wpinanym do płyty głównej i przykręcona paroma śrubkami. Rozkręciłem totalnie wszystko, łącznie z kartą graficzną i modułem wi-fi. Zdemontowałem elementy odprowadzające ciepło, wyczyściłem ze starej pasty. Miałem nową więc byłem przygotowany. Wyjąłem procesor i ostatecznie wyjąłem płytę główną. Oglądałem wszystko bardzo dokładnie. Nie znalazłem nigdzie miejsca gdzie widoczne były skutki przegrzania. Nie miałem pojęcia co mogło paść. Moja amatorska diagnoza była prosta. Nawalił albo procek, albo pamięć, albo płyta główna albo karta graficzna. Bardzo dużo tego "albo". No dobra, wiedziałem już na czym stoję. Wypadało teraz zorientować się w jakich cenach są części zamienne, zapewne ze starych zdemontowanych komputerów. Postawiłem na płytę łówną, jako najbardziej skomplikowany element.

Nie musiałem daleko szukać. Szybko znalazłem używane części. Były jednak drogie. Za płytę ludziska chcieli od 290 do 400 zł. No i nie znalazłem idealnie mojego modelu. Były ciut lepsze lub ciut gorsze, to znaczy, pochodziły z serii P100-1xxx lub P100-3xx a ja miałem smaczek na P100-264.

Dawali też gwarancję rozruchową 2 miesiące. Mam pewną wiedzę o tym jak pracują serwisy handulące takim elektro-szrotem i wiem jakich dopuszczają się praktyk. Nie mamy żadnej gwarancji na to, że przykładowo taka płyta nie będzie "grzana". Co to znaczy? Oznacza to, że spece serwisowi są w stanie zabrać taką płytę jak moja. Wiedzą co w niej nie działa i jeśli dotyczy to "zimnych lutów" to potrafią grzać taki element po tych lutach, przez co elektronika odzyskuje sprawność, ale nie działa za długo. Może właśnie po dwóch miesiącach wrócić do poprzedniego stanu. Zawsze jest takie ryzyko. W moim przypadku ryzyko nie miało niestety tak wielkiego znaczenia jak cena. Uznałem, że to za wiele, bo komputer miał 6 lat!

Szukałem dalej i dalej i znalazłem ciekawą aukcję. Chłopak sprzedawał model P100-1xx już od złotówki i aukcja trwała jeszcze 2 dni. Koszt przesyłki 20zł. Fajnie tylko napisane było, że płyta nie sprawdzana i że nie daje żadnej gwarancji. Zastanowiłem się. Rozważyłem szybko za i przeciw i zdecydowałem się na zalicytowanie. Ostatecznie licytację wygrałem. Zostałem w międzyczasie przebity o 0,5zł więc nie było banalnie. Ostatecznie zakupiłem płytę za 22zł licząc z przesyłką. Aukcja miała bardzo dokładne zdjęcia co pomogło mi zadecydować i jej zakupie. Wyglądała identycznie.

W dniu kiedy kurier dostarczył mi płytę od komputera Toshiba P100, czułem podniecenie jak w dniu kiedy kupiłem mojego laptopa. Cieszyłem się głównie dlatego że odrodziła się we mnie nadzieja na to, że uda mi się naprawić komputer i do tego tanio. Szybko rozpakowałem paczkę. Płyta była dobrze zapakowana. Jak wymienić płytę główną w laptopie Toshiba Satellite P100? Łatwo, kiedy się wie jak to zrobić :D

Po samodzielnym i spokojnym demontażu mojego laptopa Toshiba Satellite P100, miałem wystarczające pojęcie jak wszystko poskładać. Postanowiłem jednak sprawdzić wszystko czy działa, zanim dokładnie poskręcam, dlatego najpierw chciałem podłączyć wszystko na surowo. Szok!! Gniazdko prądowe miało inną wtyczkę!! AAAA!!!! Dlaczego tego nie zauważyłem? No tak, ale jakbym to zauważył na zdjęciu to kupiłbym płytę czy nie? Pewnie bym kupił. Takie gniazdko to nie tragedia, przecież trzeba tylko przepiąć 4 kabelki. Moja wtyczka była mała więc wyjąłem tylko piny i umieściłem je na sztywno jeden po drugim pensetą tak, żeby przypadkiem się nie zwierały. Udało się. Teraz musiałem jeszcze zadbać o pozostałe komponenty.

Pierwsze uruchomienie i ... chwila prawdy ... TAK!!! JEST OBRAZ!! WIDZĘ LOGO WINDOWSA!!!! HURAAAA!!!

Teraz wypadało wszystko podkładać i poskręcać. Byłem tak ucieszony że nie bardzo pamiętam jak to zrobiłem, ale komputer jest teraz złożony. Zostało mi nawet kilka śrubek, ale jak komputer się nie rozpada i wszystko działa to znaczy że nie były tak potrzebne he he..;) Chcąc podsumować moją przygodę powiem tak. Mi się udało. Komputer działa do dzisiaj. Minęło ponad 4 miesiące. Naprawa kosztowała 22zł. I kilka godzin zabawy ze śrubokrętem. Przy okazji przeczyściłem elementy układu chłodzącego i wymieniłem pastę termoprzewodzącą we wszystkich miejscach.

Mam nadzieję, że moja przygoda i doświadczenie, pomogą komuś w podobnej sytuacji. Nie ma się co bać próbować naprawiać samemu rzeczy pogwarancyjnie. trzeba jedynie mieć zapał. podstawową wiedzę i umieć panować nad emocjami. Przecież dzisiaj nawet jak oddamy urządzenie do serwisu, nie będziemy mieli pewności, że wróci dobrze naprawione.

Pozdrawiam,

Michał Majchrzak.

 

 

 

 

Tekst czytany (6680) razy.     Data dodania: 2012-08-29 19:04:50    « wróć    

komentarz od:
Michał
Wątpię, ja nie jestem serwis, ale grzebiąc w moim zauważyłem, że wtyczka od wiązki jest mocowana w gniazdo dość niefortunnie. Jeśli to nie wtyczka, to najpewniej jakiś układ padł. Udałbym się do serwisu, lub grzebał samemu.
Data dodania:
2015-07-16 16:15:29

komentarz od:
Bartek
Słuchaj ja tez mam toshibe p 100 identyczny model co ty i chyba mi grafika padla obraz jest tylko na zewnetrznym monitorze i tylko 4 bitowy kolor moze dalbys rade to naprawic
Data dodania:
2015-07-16 14:11:37


Twój nick *
Twój komentarz *
Aby wysłać formularz wpisz hasło z obrazka *
 

Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie Michał i Eliza

Blanka logo