Strona domowa Elizy, Michała i Blanki
wspólne
Strona główna > Strona główna > 
Mayday 2009 10 years massive moments
Mayday 2009 10 years massive moments

MAYDAY!!, MAYDAY!!, MAYDAY!! .... Takie okrzyki dochodziły z pociągu relacji Warszawa-Katowice, na dworcu w Piotrkowie Trybunalskim, do którego wsiadałem chłodnym popołudniem około 15:10. Jechałem wraz ze szwagrem Michałem i kolegą Przemkiem do katowickiego spodka na całonocną, największą w Polsce imprezę techno. Siedzieliśmy na korytarzu. Nawet nie próbowaliśmy dołączać do ekip w przedziałach. Było mocno imprezowo. Pierwszy posiłek w pociągu to tabliczka czekolady, kawał kiełbasy, bułka i puszka RedBula, ta większa 473ml. Tak naładowany organizm w porządną ilość tłuszczu, cukru i tauryny wystarczy na kilka godzin. W plecaku miałem jeszcze dwa Snickersy i małego Tigera, tak na zapas, może uda się przemycić.

Katowice. Było już ciemno i tłoczno, ale na dworcu z łatwością można było zlokalizować grupy ludzi udających się na Maydaya. Padało. Po drodze do spodka obowiązkowo musieliśmy zjeść jeszcze coś ciepłego i za małe pieniądze. Zapiekanka, może być. Byliśmy jednymi z pierwszych przybyłych na miejsce, mieliśmy więc komfort przy bramkach wejściowych i w szatni. Niezgrabnie pokazany plecak na bramce, przeszukanie i ... tego Tigera co go miałem, musiałem szybko wypić, albo wyrzucić, ale i tak luzik, bo nie znaleźli dwóch batonów. Szybka orientacja, szatnia, kurtki w plecak, baton do kieszeni i śmigamy na piętro. Tam stoiska z piciem, przekąskami, ubraniami i bonami. Kupiliśmy po 20 bonów za 2.60zł. każdy. Woda kosztowała 2 bony, baton 3 bony, RedBull 4 bony.

Na parkiet wkroczyliśmy około godziny 18:00, gdzie pierwsza grupka zapaleńców już mocno rozgrzanych, tańczyła na całego. Ludzi przybywało. Zatraceni w tańcu i fajnych setach poszczególnych didżeji, nawet nie zorientowaliśmy się, jak tłoczno się zrobiło. Postanowione, zmieniamy salę, zerkniemy co na lodowisku. Idąc tam zorientowaliśmy się, że są stoiska z piwem i grille z ciepłym jedzonkiem. Fajnie, tylko że byliśmy już na takim porywie, że piwo nie było nam potrzebne (tylko latałbym do kibla). Myk i jesteśmy na lodowisku. Stanąłem jakieś 5 metrów od jednego zestawu kolumn i po około dwóch godzinach czułem się rozgrzany, wymasowany wewnętrznie przez niskie tony i zmasakrowany cięższymi setami artystów, którzy tutaj grali ostro. Transfer na dużą salę, po drodze jakaś woda, ludzi tłum - dosłownie wszędzie! Impreza się rozkręcała. Zawitaliśmy na mainfloor, a tu dzika horda. Basy wyrywają plomby z zębów a wszyscy z uśmiechami na twarzy tańczą jakby chcieli zniszczyć cementowy parkiet. Na trybunach też zaczynało brakować wygodnych miejsc. Tańczymy. Projekcje na dwóch ekranach dodawały oryginalnego klimatu, momentami były bardzo odjechane. Dziesiątki dział świetlnych trzaskało ludziom po głowach. Swobodnie wiszące kratownice zaczęły się ruszać. Zniżać i podnosić, niektórzy byli w stanie je dotknąć. Dobry pomysł i wykonanie. Stroboskopy dezorientowały, a nagłośnienie rozmywało obraz rejestrowany przez oczy. Największa frajda była oczywiście o 02:00, kiedy na scenę wkroczyli Members of Mayday i popełnili odlotowo zwizualizowany hymn. Lasery kroiły przestrzeń barwami tęczy, a ludzie czuli ciarki na całym ciele. Wszyscy się cieszyli i dawali temu wyraz w przeróżny sposób. Niektórzy to chyba nawet stracili głos od krzyków. Ten kulminacyjny punkt programu, przejął DJ Rush, który zmasakrował tłum. Udało mi się wytańczył cały jego repertuar, ale ledwo schodziłem z parkietu na przerwę. Podładowałem baterie z chłopakami niezawodnym RedBulem i przepyszną karkówką za jedyne 12zł. Skoczyliśmy na parkiet showroom. Ludzi było już tyle, że komunikacja choć jednokierunkowa, nie dawała rady. Korki stały się faktem. Potrzeba snu zabita soczystym mięskiem i kolejną porcją energetycznego nektaru wracała do nas za każdym razem, jak tylko usiedliśmy gdziekolwiek lub przystanęliśmy, aby odpocząć. Tylko jedno rozwiązanie wchodziło w grę. Tańczyć na parkiecie, wówczas nie chce się spać. Tak też robiliśmy. Pozwoliło nam to wytrwać do godziny 08:40.

Muza jeszcze grała. Wyszliśmy z obiektu z dwóch powodów. Butik skupujący bony miał być podobno otwarty do 09:00, a drugim powodem była zbyt męcząca seria ostatniego DJa. powrót do rzeczywistości był jak narodziny. Nieprzyjemny jesienny deszcz zmusił nas do odwiedzenia szczęśliwie nam otwartego McDonalda. Ciepła kawa i herbata wypłukiwały nam smak soczków energetycznych, a zmęczone mięśnie powoli dawały o sobie znać. Spacerek na dworzec, zajęcie strategicznego przedziału i drzemka, tak chociaż z godzinkę.

Na imprezie dominowała młodzież, ale było też trochę osób starszych, a nawet takich po czterdziestce! Widziałem kolesi na wózkach inwalidzkich. Nie byłem świadkiem poważnych ekscesów. Ogólnie radosna zabawa, w naszym wydaniu totalnie na trzeźwo. Wcale nam to nie przeszkadzało super się bawić. Klimat przedni. Jeśli ktoś choć trochę trybi techno muzę, to taka impreza jest dla niego.

Ludzie mieli różne stroje. Najczęściej ubierano się wygodnie i tak jak na dyskotekę. Najważniejsze było obuwie. Musiało być bardzo wygodne. Reszta, wedle gustu. W oczy rzucały się dziewczyny ubrane ekstremalnie wyzywająco i skompo. Nie ma się co dziwić, miały co pokazać. Było nawet dwóch zakonników! Ogólnie stroje były hybrydą pomysłów chyba z całego dorobku kulturowego. Normalnie mieszanka zawierająca bogatą i skrajną modę uzewnętrzniającą wyobraźnię i śmiałość jej twórców.

Nie brałem aparatu, bo nie miałem akurat takiego, który mieściłby się do kieszeni i nie przeszkadzał w szaleństwach na parkiecie. Jest masa zdjęć e Internecie z relacjami video włącznie. Generalnie lepiej nie mieć przy sobie żadnych akcesoriów większych niż telefon komórkowy czy zwitek dokumentów z kasą.

Dobrym pomysłem była też bluza. Jak gorąco, to przewijamy wokół pasa, jak chłodniej to zakładamy i już. Warto przypomnieć, że szatnia kosztowała 5zł. a każdorazowe zerknięcie do plecaka to kolejne 2zł. Doliczyć trzeba jeszcze trudną drogę z parkietu do szatni w godzinach szczytu.

Imprezka kosztowała mnie około 300zł i jakieś 33 godziny bez snu w tym 14 godzin super zabawy. Wyjechaliśmy we wtorek 10.11.2009, a wróciliśmy we środę 11.11.2009. Co następnego dnia? Jak to co ... do pracy :D

POLECAM!!!

Michał Majchrzak

Lista artystów (pobrana z www.mayday.pl)

MAIN FLOOR

  1. 17:00 - 18:00 Poziom X ( Clockwork )
  2. 18:00 - 19:30 Tillmann Uhrmacher ( Clockwork )
  3. 19:30 - 20:45 Hardy Hard ( Clockwork )
  4. 20:45 - 22:15 Moguai ( Clockwork )
  5. 22:15 - 23:45 Ferry Corsten ( Clockwork )
  6. 23:45 - 00:30 Gregor Tresher Live ( Clockwork )
  7. 00:30 - 02:00 Westbam ( TemporarySpaceDesign )
  8. 02:00 - 02:20 Members of Mayday Live ( TemporarySpaceDesign )
  9. 02:20 - 03:45 Sven Väth ( TemporarySpaceDesign )
  10. 03:45 - 05:15 Rush ( TemporarySpaceDesign )
  11. 05:15 - 06:00 Lützenkirchen Live ( Clockwork )
  12. 06:00 - 07:30 Nick Curly ( Clockwork )
  13. 07:30 - 09:00 Felix Kröcher ( Clockwork )

SHOWROOM

  1. 18:30 - 19:30 Grzegorz Es ( Clockwork )
  2. 19:30 - 20:15 Chris Da Break Live ( Clockwork )
  3. 20:15 - 21:45 Gogo ( Clockwork )
  4. 21:45 - 23:15 Klaudia Gawlas ( Clockwork )
  5. 23:15 - 00:15 Format:B Live ( Clockwork )
  6. 00:15 - 01:15 Jacek Sienkiewicz Live ( Clockwork )
  7. 01:15 - 02:45 Jack de Marseille ( Clockwork )
  8. 02:45 - 03:45 The Advent vs. Industrialyzer Live ( Clockwork )
  9. 03:45 - 05:15 Torsten Kanzler ( Clockwork )
  10. 05:15 - 06:00 Boris S. Live ( Clockwork )
  11. 06:00 - 08:00 Patrick DSP ( Clockwork )
Tekst czytany (7448) razy.     Data dodania: 2009-11-13 12:41:59    « wróć    


Twój nick *
Twój komentarz *
Aby wysłać formularz wpisz hasło z obrazka *
 

Wszystkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie Michał i Eliza

Blanka logo